
Są dwie szkoły. Jedna z nich mówi, że każdy powinien czytać książki. Druga że powinno się je spalić. Szczerze powiem, że nie wiem za którą ze stron się opowiedzieć. Patrząc na to z jednej strony dla większości społeczeństwa i tak nie istnieją. Nie przeczytali żadnej książki poza kilkoma lekturami ze szkoły podstawowej. W ich salonie stoi encyklopedia wydawana w odcinkach i kilka lektur wygranych w konkursach. Żyją sobie w błogiej nieświadomości otaczającej ich wiedzy- słusznie. Ci którzy chcieliby jeszcze coś poczytać nie mają utrudnionego do książek dostępu. Najgorszym elementem są jednak ludzie, których umysł nie dojrzał jeszcze wystarczająco do czytania niektórych książek i przyswajania informacji i pewnie nigdy nie dojrzeje. Są to ludzie zwyczajni, szarzy i bezwartościowi, którzy za wszelką cenę próbują stać się oryginalnymi. Przeczytaną idee potrafią uznać za swoją własną. Wyciągną z niej DNA, zmutują je i z nalepką GMO będą sprzedawać przy każdej nadarzającej się okazji. O tyle o ile w rozmowach z ludźmi z trzeciego świata GMO-wskie idee są wartościowe, o tyle w Europie budzą sprzeciw ekologów i rozumu- przede wszystkim. Szlak mnie trafia kiedy słyszę jak ktoś poglądami starożytnych filozofów podpiera teorie Browna (oczywiście zaadaptowane w „odpowiedni” sposób), jak wspomina zasłyszane na Discovery informacje z takim przejęciem, że gdybym przestał nad sobą panować i zaśmiał się- doskoczyłby mi do gardła rozszarpując krtań. A ponieważ martwię się o mój „komin” nie śmieję się w takich sytuacjach. Owi osobnicy niezwykle lubują się w tematyce wojennej. Jeśli powiesz, że zamawiasz z Allegro replikę granatu z I WŚ a oni z kurwikami w oczach zaczną dopytywać się o szczegóły UCIEKAJ! Jeszcze dwie minuty a będą mówić o broni jądrowej Hitlera, wszechmocnych lożach masońskich lub Żydach rządzącymi świtem.
W pojęciu ogólnokulturowym mówi się o nowobogackich, który nikt chyba nie sprecyzował lepiej niż Molier („Mieszczanin szlachcicem”- polecam) , w kręgach intelektualnych występują również tacy. Kiedy spotykam ich na swojej drodze, zwabiony zapachem ‘bratnich dusz’ szybo orientuje się co jest grane. Kończę na ziemi miotając się konwulsjach i spazmatycznych drgawkach. Aby oszczędzić sobie tych nie przyjemnych doznań opowiedziałbym się za paleniem książek, przecinaniem światłowodów i tłuczeniem telewizorów.
Mogę się z Tobą zgodzić co do przecinania światłowodów i tłuczenia telewizorów, ale palenie książek (notabene, zlatuje mi tu Zaffón'em) nie ma większego sensu, bo większość ludzi i tak nie czyta. Większość ludzi bezmyślnie powiela zasłyszane właśnie w telewizji cudze poglądy lub opisy mechanizmów/zjawisk/sytuacji itp. Przeraża mnie to, jak puste i bezmyślne staję się nasze społeczeństwo, ale cóż... nie nauczy się starych psów nowych sztuczek... OK, wracam do Gaimana (zakupionego przez internet, bo niestety w okolicy ciężko znaleźć dobrą księgarnię) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń na zawsze