niedziela, 22 sierpnia 2010

Jak współtworzyć "Inny Świat"?


O godzinie 5:30 wszyscy zebraliśmy się w miejscu, które wcześniej wyznaczyła Pani Kierowniczka. Zaopatrzeni w kilka kromek czerstwego chleba i butelkę wody mineralnej. Wszystko skrzętnie spakowaliśmy w ubiegłoroczne plecaki szkolne, których przydział nie był systematyczny. Nadjechał. Rzuciliśmy się na drzwi wejściowe. Ściany wylepione były tekturą i pozostałościami po naszych poprzednikach. Ta część podróży mijała w miarę spokojnie. Mogło to być spowodowane stanem letargu o tak wczesnej porze, albo przez przyjemny zapach perfum, który jeszcze nie zwietrzał. W głowach kłębiły się tysiące myśli- gdzie tym razem, jak wysoko… ? Więcej o przeżywaniu podróży opowiem w drodze powrotnej.

Dojechaliśmy. Wszyscy rzucają się na wiadra, ale tylko zaradni biorą również drabiny. Jest. Pierwsza wpadła do wiaderka zawieszonego na szyi. Po tym jak sznurek kilka razy zaczął wżynać się w kark wyruszasz z wiadrami w nadziei, że tyle wystarczy. Biegniesz przez chaszcze rozdzierając gałęzie, ale nie maczetą jak u Cejrowskiego, tylko nosem bo spracowane ręce są zajęte. Po przejściu trzeciej wiorsty przychodzisz do spisu. Stajesz się jednym z setek numerów.
Po którymś wiadrze zaczynasz słuchać tego co dzieje się dookoła.

-Przepraszam, czy mogę dorwać u Pana wiaderko?-
-Ale dlaczego u mnie?-
-Bo tu są duże wiśnie, a Irena jest o pół wiadra do przodu-
O_o -Nie bardzo-
- Co to za ludzie! Chamstwo się szerzy! Zero szacunku dla starszych! Czego was uczą w tych szkołach!
Odeszła


-Przepraszam, czy mogę pożyczyć drabinę?-
-Ale ja targałam ją przez cały sad, na początku było dużo drabin, dlaczego Pani jednej nie zabrała? Proszę.-
Drabiny nie odzyskała.


-Nie wie Pani ile będą płacić za wiadro?-
-2 kopiejki-
-Что?! Przez tyle lat to samo, a przecież inflacja poszła w górę!


„To pojęcie zna pewnie z któregoś z wydań Agorobiznesu” Myślę i zajmuje się wspinaczką po drzewach. Tu rodzi się koncepcja nowej adaptacji King-Konga. Wielka małpa skacze po drzewach bo zostawiła na czubku dwie wiśnie. Marzenia o Oskarach i globach przerywa koniec pracy.


Do kolejki po pieniądze.
Nad głową słychać głosy, że oni ostatni raz, że onie nie są niewolnikami, że to śmiechu warte, że wyzysk, że prywaciarze.

Podczas wypłacania uwidaczniała się struktura społeczna zbieraczy. Podjeść po wypłatę mogły w każdym momencie Panie Kierowniczki z każdej wsi. Do nich też należał przywilej delikatnej sugestii kto chciałby odjechać jako pierwszy. Level niżej byli zwykli pracownicy. Posiadali oni największe ilości wiader. Często uskarżali się na najdziwniejsze rzeczy. Niżej była tylko młodzież i dzieci.
W kadrze kierowniczej zamykało kilka poziomów. Najważniejsi byli właściciele sadu i do nich należało ostatnie słowo. Niżej były ich dzieci. Najmniej znaczący, na pograniczu światów, byli „wysypywacze”. To oni np. decydowali kiedy wiadro jest nie pełne. Zabawowi zbieracze często wchodzili z nimi w miej bądź bardziej inteligentne z nimi dyskusje.


Każdy ściska w brudnych palcach zwoje pieniądze. I znowu niczym szwadron kawalerii bierzemy szturmem drzwi. Jedna chorągiew na tylnie, druga na boczne drzwi. Wszyscy zapakowani. Ściśnięte, spocone ciała skazane na obcowanie ze sobą na wybojach, padołach i wzgórzach nierównych dróg.

Mówi się, że jadąc samochodem i słuchając radia stwierdza się, widok zza okna mógłby być teledyskiem każdej piosenki. Jadąc tym busem, można poczuć namiastkę warunków w jakich wieźli „ich” „tam”. I tu można zanucić tylko jedną piosenkę- „A my tak łatwo palni”.

0 komentarze:

Prześlij komentarz