sobota, 8 maja 2010

Jak ugościć rodzinkę

Harujemy dziesięć miesięcy w szkole, kujemy, ściągamy, nie robimy nic- jak kto woli. Od czasu do czasu wpadnie nam kilka dni urlopu. Jakieś Boże Narodzenie, Chanuka, Dzień Słońca Niezwyciężonego- zależy, kto kogo czci. Planujemy wtedy uczyć się zaległego materiału, a śpimy do południa i balujemy… często też do południa ;) Czasami jednak, raz na 5 urlopów, ktoś psuje nasze plany- rodzina. Zazwyczaj nie żałujemy jeśli są to ludzie, który lubimy. Spędzamy wtedy miło czas. Ale. Jeśli zjadą się takie osoby, których gałązki z drzewka genea… genea… z drzewka rodzinnego woleli byśmy wyciąć, co wtedy? Możemy zwiać, albo przyjąć to na klatę i przetrzymać ich pobyt.
Najczęściej zaczyna się od zapowiedzi krótkim smsem bądź telefonem na 5 min przed przyjazdem. „Hej, dojeżdżamy do XYZ. Będziemy za jakieś 30 min.” I się zaczyna. Zakładamy sztab w kuchni, gdzie Pani Mama ślęczy przy garach. Zdajemy tam meldunki: „Pokój czysty”, „…”- zazwyczaj tylko tyle. Przyjeżdżają. Patrzysz, co wyniosą z samochodu. Wielka torba podróżna, kilka walizek. No to wiadomo, że trochę posiedzą. Krótkie powitanie, czas na zaklimatyzowanie się no i na pewno są głodni więc siadamy do stołu. Łokcie przy ciele, chustka na kolanach i skubiesz bo tak to się jeść nie da. Zawsze coś się nie podoba. A to za słone, zimne, gorące, suche, mokre, gorzkie, kwaśne, słodkie. Można usłyszeć kilka cennych porad jak to naprawdę powinno się gotować. Ciocia wypyta o oceny i dziewczynę, bo przecież ona jest cool i w ogóle zorientowana w tych sprawach. Wujek pochwali się ile to nie wyciągnie jego super bryka (nie ważne, że służbowa), ale nie u nas bo tutaj dziur pełno i jeszcze coś się zepsuje a to potem serwis daleko, bo auto z ameryki sprowadzane. Pomioty wpadną do pokoju i już nic nie będzie jak kiedyś. Komputer będzie wymagał formatowanie. Książki przerzucone będą na wszystkie strony. Shakespear na Grocholi a Wojtyła na Dawkinsie. Ścielisz łóżka wychodzisz z pokoju… Ale oni zasypiają z telewizorem! Szukasz pilota od telewizora używanego raz do roku. Fuck, nie ma baterii. W ruch Idze budzik i zegarek na ścianie. Rano. Tu jest kilka opcji. Albo wstają o 6 rano i zaczynają suszyć włosy przywiezionym przez siebie w kosmetyczce odkurzaczem, bo z dźwiękiem suszarki szumiącej wraz ze wschodzącym Słońcem jesteś zbyt oswojony i to nie wystarczy, żeby cię obudzić. Mogą też spać do południa co jest tą wygodniejszą opcją. Odjeżdżają. Do zobaczenia 1 listopada.

0 komentarze:

Prześlij komentarz